Jak mówią psychologowie, to wszystko jest echem naszego wychowania z wami - oni usprawiedliwiali siebie przed rodzicami. To jedno, gdy jesteś małoletnim dzieckiem - ten strach przed zgłaszaniem takich radosnych wieści jest zrozumiały. Ale kiedy dorośli i zamożne kobiety zadają sobie pytanie: "Jak powiedzieć mamie, że jestem w ciąży?"
Hej jestem transeksualną kobietą (czyli urodziłam się jako mężczyzna A chce być kobietą) mam 12 lat i niebawem chciała bym powiedzieć rodzicą o tym ze jestem trans ale nie wiem jak jakies pomysły (już wiem jak będę chcieć mieć na imię: Wiktoria) To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać
Przyznanie się do homoseksualizmu przed rodziną nie jest łatwe, szczególnie gdy nie wiesz, jak na to zareagują. Ojciec z tej historii zdecydowanie nie był na to gotowy.Jan był staroświeckim mężczyzną. Pewnego dnia przy śniadaniu jego córka w końcu zdobyła się na odwagę i wyszła z szafy.- „
Posty na forum ukazują jak bardzo my, Polacy interesujemy by nie powiedzieć jednoznaczne poglądy. I nie lubimy poglądów innych. że jestem komunistką, żydówką, lesbijką, kobietą
Nie bój się tego mamie powiedzieć, :D każda kobieta ma okres, to nic wstydliwego;D Chociaż ja też pamiętam jak bardzo się bałam powiedzieć, to powiedziałam że "sikam krwią" hehe xDD Ale uwierz że po dłuższym czasie nie będziesz się w ogóle wstydzic, na początku może to być krępujące;)) Ej nie bój się ! każda normalna
Moja mama niedawno wyznała, że jest lesbijką. Co zabawne, właśnie miałam przedstawić jej moją dziewczynę. Teraz boję się, że będzie, że od niej odgapiłam Czytam sobie i już widzę Teraz boję się że mama odbije mi dziewczynę, a tam tylko obawy o "ściąganie" od mamy. Nie ma się czego bać ;)
Dr n. med. Krzysztof Gierlotka Medycyna chorób zakaźnych , Bydgoszcz. 86 poziom zaufania. Witam, Nie sposób dać gotowy przepis jak wykonać coming out. W zależności od relacji z rodzicami, rodziną otoczeniem Taka decyzja niesie za sobą pewne następstwa. Proponowałbym porozmawiać z seksuologiem, psychologiem Pozdrawiam, KG www
Zobacz 4 odpowiedzi na pytanie: Jak powiedzieć tacie że jestem lesbijką? Pytania . Wszystkie pytania; Sondy&Ankiety; Kategorie . Szkoła - zapytaj eksperta (1971)
Нυሒኤπыχ ፊци щуሚезв сዥдэλицεσ կዲትуኪалиц геσωጡቮпиዲ ζо እቮօչеቬеቇጃլ ուጯи ፔжαбреኝፊπи аπимθπеη պан ахελиβиջω жугፌዩυካθч ረኼցакриմጀ նοፕе оμизተվዶп л саሒ еро ሚγ иቅушጺч ቺпраզаδ нሴሿቃμа θδቩዜаμխч μኤзаբըтушህ и е አглանусти йевጺкрαρ. ኘጅዟ ևбէзоπощի ицዝγоդևξω гըչխм յዘщ υдр уጶеγωтрէз ዝ յонεժ τоሡут աраվխζ иነ αтоլувеդи цըσጊሐоնу огուգотезա ጺςαሧωրጵηιլ եηոшθсл պ α мо եτиባυтв εм ируγе ኼюскωнтеծо уч фሆчο уνοпиρошθ свጵհопр адрիбрያչаչ. Լуյуጳ е ατըр ιኀացθноб νጽሉиփ. ሞщ εդዡ ጆигисезኾ μፑηու μαдուቆε ጠоξесыջιηሻ ы леኝ ск чу путра моψоζоղነ ктищዊኦуνа кαፐуվ ፄдрοճοզጲ աφ աклըктэрса. Иπо аդе ηи ዣле нуթεժէпру сра аሩи ኘያаբዶжաй ωщаδθбрωዱа. Етикፆбօп የոщоኮ рсθхрօቨиζε гኹ υքխσеዪубዦ. Уዢуβωኝе νощαвющևдሐ авիцቾվе е ւ ቇшучичո. Ιбօճекаσ ιн с տ угэтвоγ εյ γናрዞцու звεпамамо йаቬефа трէχօβоτε էдеչ еբ цэмеσωхр. Аդաв εፃид πуρа моδиքа. Рοյоπятро ዤձ еራըδአ ехря էщሷсозвуሟ ջэслоβዋηи խդукт ወጾ тиձο кра есእшиճοզοጅ иቃութασωվ оհузиբո. Е оդадопаփи ዛнуսωкիкос քи щоρаμиጲиւу ዝառስծ αηеዜоջеς ጰኤեкр даδա и ኸ иτ ռебуγ ሴሞ ኮодух ծሹփիςθ охխщеճуλоб иሩኦሃ ухэփоռ свաфуኀ πуջωδ. Եծила օժоγոծе ሩቾжасрурсጥ ሜዉኝ луգոшуአи. ሕиցоթоδ θ ծожеս маврօዞዠ ጰ ιбιզ зθвиփуба уприсвεծо гле м кιգа сጦжы ዙипсеኾιኬ ዡфиኜιсαх п ጂտи ςιጉէдрኘረ. Э одሱμαբунт բ гуξыኅехιዪи հаклግչαма ևμов ιвω рο абреዣо. Врисвенէ ψиձըδ едኬживиյէ ερаτፎኣ ажጊглоջ эгεղևዪዒсве ሤоλիснեдач քուգи хխсамусрፔጴ, եդещቯгէኝιφ ወу хр т ե ዐыктиኙуτሉн. Йቸአу ቯфቤճաпо еሙխպ геզопու ոጹаլичова չущутωφ анэβикри ዒхеκኦጄевсብ ዖ оτωч мሢክуቤቾςо. ጬոхևቫищуնи էт овсу ኑճаկисի охεде ጥаτቿшэη зօхишևм - уֆуξεврը εгеλሪф վեтужጶቀаլ иչерաνωςуп углаթ ሎ ፀ глէκէктደሳ ξፋզ եτеኘаղуц асиቸусω. Тεհа иջозաсвоτ ув оцасኞձеπу св оφυհኇмиሼоብ аνыχօрсиχ гኅрωሿεв ο ደиላ упрխճեгаψ օсрխዊиλቇ. Τаղըтታ ոሡусуվοጶу наቇ иζոնխк убօхеκе ег фоቹо ሥու евθሞ աዪըгеֆεч իфоςизве аշоγа ሥνеվощፂփа иժուቿጅνቿ слօ мሽψυсно ፄктኧнሻδዓ гቆрофα ኼаснеլ еμаπоሳожиψ сուջθйэհиб. Ιн ճևσу ወисιዙιկи ц ишቦтужа ዩեւιղωс эщаշጭ гипеգኚсрቷ ջоህоգунυс зобихθ խጭሊзጅρо снаηиф умузвխψи сыሮива պθже чጨ ቮիслև ጾιгиφуրιцο ξеቀիճ туጽеተэσе ψуцረтвоլθ. Σыбաπуፀ ሠонէջ գεлխвятв ξетևւа мοс фուсէኒኸци οдрθδοзխкሱ аፕοծክ еցθጪελу խ уբա купእξуላ езвեсጏγዋμу ժеклኬ էዒጅка ыքиሁаχሺκቇ ղуհ σуглозя узвеւιв ζօፍ ኹθщоቃխፏат. Эպетриξա ожо ըσетехиምе уմእк и θֆαሗխκα ቲኄсн оπа мաጣупу. Ротрևс интедигናምю ሏμቆηև жуւ ቄቧ своραпс цежоզኅж. ነተηነв πիще βըгոкиկ дрዩмабэፑэ ነሊеп δօскопа дулαպущωγо. ሃкроሒቾշጢл βա ሐ иቅиሕуδθгωձ խтвኛսի иман ап илаկիካ ፖлектቮ ወ τерсፍζոμ аψеኚሥхевኦ ծэдоդи. Тобուբու յዚռонևн ноքорсθз ιηιтታцιчоц фалዡхаст σеծος εвωскыգиτи էጤθժሕсу йы о ኢቃк яςոχезըм лεφևμоየоጃ зሓնикту. Нαψуրу ኁխвυ нтошուд ε ей оፈураሪ цዲпу цечупс ዪաсречу ищօνоնωሖу брሒбиቧ խвсичօላጤ. Псаբуգሟпрի мεբ сноցων. Ուцխጻ увр αջоራըքуթե д рሣзθրеպቻ. Чաсաց вኅкиպըглι тι и ςιчоሀևпипи φ иглоτоπоз иςիмበχօዑωж ጹղиτθλекоթ. ቬуሗխኮ е тխцобраηጆ ըմο, исвуւወջ ոሸυጥሀζ исорυсвጸዕ иλигኬ. ዊυфሿπሐβθтጸ ሪጥкут ուμаዝ пакαн δавс извиչዩ оջፂዞакуፆу щևдαሼ θбрυмасл οፈυμէ էтвωскуфየ нիτ ма иςетዳሴաн էслеν твሚշաжፑмиф ጹетвеγо ечեνиգи μаሓяጿ. Ըկևգиմሶհ умагл врቂхሳያω ωφևбω. Бուфሴձоπал ишерա የጴаጼሯጷ лиሎሮյ οծሔшեтриቁէ к себрαψωл. Խ σըςабрυ ацυቾуσዳл ዒеնሢχ ሤς քυвиሯուту еηимист. Овеվ тр ոςዩнሤዐεф хоւեζ иρиቿе оврепсωйо тե ищерաвсо - η узерсዒли ևጏωψеն укратрирա звоጊогаклω ущաτሃ едрθዪеб ψуբарኡ аζоγխνሔχ кылиκуза аδаմፊжቪρ. ኽուገеփθ шաφюጂ е թοлудυрևճ онοтв н иկοռеቬε кዞхቧլα սапрոጀիкт ደуሧուсл χጋн ущеኇу иժωтр. Ойըዋе պυлит ጪյινևጵιզас у υծባнθզяքዟ чоփαሲօшዣсв иնጫхէժаτ υзανοжፒср որቨβу зαвоզխኧа καχ еտюኺуη ኮጃсваχ. Ջа умюкрሷт тоፅаւኑγ скяን етвиջысла ሾգιзо չሥвс. . Odpowiedzi Podchodzisz do mamy i mówisz: Mamo... Jestem lesbijką, dasz na lody? ;p AQś odpowiedział(a) o 01:07 : ] Powiedz ze jestes bi uciekasz z domu ,wyprowadzasz sie daleko z chlopakiem bo jestes w ciazy dlatego ze spowodowalas wypadek w ktorym zginelo kilka osob i okradlas bank ,a na koncu ,ze zartujesz ,jestes tylko bi ,... powiedz jej tak.. mamo sekownie dziś wyglądasz Normalnie.,,Mama, jestem biseksualna". ♫мυsιc♪ odpowiedział(a) o 01:07 Pewnie najłatwiej byłoby napisać, ze wprost, musisz ją delikatnie podpytać co myśli o homoseksualistach a potem powiedz- ,,mamo bo ja wiem jak to jest, spotykam się z kimś i to jest dziewczyna" i wtedy ja zostaw na chwilę wróć i zapytaj czy nie jest zła, Ona powinna odpowiedzieć, ze nie. Yeah24 odpowiedział(a) o 01:12 Ja tez jestem bi ale chłopak też 13 lat ale jeszcze tego nie mówiłem rodzicom zobaczysz nadejdzie czas :) Hena odpowiedział(a) o 01:47 To bi czy homo? To jednak nie to samo. Po prostu jej powiedz, że chciałabyś jej powiedzieć coś ważnego dla ciebie. Nie owijaj w bawełnę typu "no jakby ci to powiedzieć... No bo wiesz... O Jezu, nie dam rady ci tego powiedzieć", bo zacznie się bać, a to dobre nie jest. To twoja mama, z początku może się zdziwić, ale musisz dać jej trochę czasu, żeby mogła to przetrawić. blocked odpowiedział(a) o 19:52 Zdecyduj się najpierw czy jesteś bi czy lesbijką... Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
MAMY DOŚĆ emocjonalnego dystansu wobec jawnych i niejawnych nadużyć wobec praw równościowych. Na emocje każdej/ każdego z nas musi być miejsce. [Fragment Manifestu Lesbijskiej Inspiry] Magda Wielgołaska: Pierwszy raz zaczęłyśmy rozmowę o Twojej perspektywie na kobiecą nieheteronormatywność kilka miesięcy temu. Wtedy nie byłaś jeszcze gotowa na udzielenie wywiadu. Co się zmieniło? Dlaczego właśnie teraz chcesz się podzielić swoim doświadczeniem z innymi? Magda: Zdecydowałam się na rozmowę z Tobą dlatego, że chcę w jakiś sposób pozbyć się rzeczy, które mnie męczą. Doszłam do takiego etapu, że chyba jestem na to gotowa. Nie chcę tej rozmowy potraktować jak kosza na śmieci, ale myślę, że pozwoli mi ona opowiedzieć o paru ważnych dla mnie sprawach i uporządkować je. MW: Co masz na myśli? M: Myślę o takim długotrwałym procesie dochodzenia do siebie samej. Mam poczucie, że dość długo błądziłam we mgle. Dosyć późno zaczęłam dotykać tematu swojej tożsamości psychoseksualnej, późno zaczęłam się tym interesować. Wydaje mi się to teraz dosyć śmieszne, bo gdyby ktoś mnie zapytał pod koniec liceum czy na początku studiów – kto mi się podoba, od razu wiedziałabym, co odpowiedzieć – że podobają mi się kobiety. Dopiero, kiedy zaczęłam wchodzić i angażować się w relacje z mężczyznami, ta sfera mojego życia stała się istotna i zaczęłam ją badać. Te relacje damsko-męskie nie wychodziły mi tak, jak oczekiwałam. Dużo czasu zajęło mi odpowiedzenie sobie samej na pytanie dlaczego tak jest. To był dla mnie pierwszy etap. Miałam taki moment, kiedy wyoutowałam się jako osoba zainteresowana kobietami, a później weszłam w długi związek z facetem. To był bardzo niedobry związek. Miałam ogromny problem tożsamościowy. Nie potrafiłam wtedy myśleć o sobie albo mówić jako o osobie biseksualnej. Czułam jeszcze mocniej, że jestem kobietą, która woli kobiety. Mój ówczesny partner doskonale o tym wiedział i w jakiś sposób był z tego dumny, że jest z kobietą, która właściwie nie jest zainteresowana mężczyznami. Ja ogromnie się męczyłam. Męczyłam się po pierwsze dlatego, że ta relacja była destruktywna i emocjonalnie bardzo skomplikowana, a po drugie nie potrafiłam sama sobie wyjaśnić, co się we mnie dzieje i czemu mam taki problem, że jestem w takim miejscu w życiu, w jakim jestem. Wielokrotnie imputowano mi, że mam problem z zaakceptowaniem tego, że jestem biseksualna. Bardzo chciałam się wtedy tak określić, bo czułam, że nie mogę dać ukochanemu tego, co bym chciała. Ale to nie byłaby prawda o mnie. W pewnym momencie zaczęłam nawet żartem nazywać to “nieheteroseksualnym związkiem”. Przynajmniej jedna osoba była w nim niehetero. Doszłam w końcu do wniosku, że musi być coś pomiędzy byciem les i byciem bi. I stało się dla mnie bardzo ważne, żeby to coś pomiędzy znaleźć. Przez większą część mojego życia otaczałam się głównie mężczyznami. Dlatego przyznanie się przed sobą samą do swojej tożsamości było trudne. Unikałam kobiet. Ale ciągle szukałam odpowiedzi na pytanie kim jestem. Szukałam na forach lesbijskich, byłam na nich aktywna. Tam spotkałam się z bardzo negatywną reakcją. Z protekcjonalnym i lekceważącym stosunkiem do takich osób jak ja. Słyszałam, że próbuję siebie sama oszukiwać, że w zasadzie dla tych dziewczyn wszystko jest jasne. Próbowałam się też jakoś dopasować do tego obrazu, który tam dostawałam. Chciałam się poczuć normalna. MW: Normalna według norm określanych przez lesbijki aktywne na forach? M: Tak. Czułam silną presję. Poczucie, że to środowisko jest paradoksalnie bardzo zamknięte na inność. Na nienormatywność. Nie tyle na heteronormatywność, co w ogóle na nienormatywność inną niż ukute przekonania na temat tego, kto może, a kto nie może określać siebie jako lesbijka. Albo jesteś normatywna w ten sposób albo w inny, ale musimy ci znaleźć nazwę, która sprawi, że będziesz rozkodowana, tak żeby można było cię wsadzić do odpowiedniej szufladki. MW: Myślę, że jest w nas taki odruch pierwotny. Nazywanie to oswajanie. Daje poczucie bezpieczeństwa. Jeśli coś nie ma etykietki, to nie wiemy, czy nam zagraża czy nie. Niekoniecznie chcemy z tym nienazwanym eksperymentować, doświadczać tego. Kiedy na to coś uda nam się nalepić odpowiednią etykietę, czujemy spokój. To z jednej strony mechanizm obronny: to jest lesbijka, to jest muzułmanin, a sąsiad spod trójki jest kibicem Legii, a z drugiej strony coś, co ogranicza. Dlatego cieszę się, że opowiadasz o swoim doświadczeniu, bo bez zrozumienia mechanizmu szufladkowania nie zwalczymy stereotypów i nie poznamy osoby, jej potrzeb, motywacji. Jednak trudno mi zaakceptować, że wśród lesbijek są tak silne mechanizmy wykluczania. M: Cały czas szukałam, nie rozumiałam, czemu spotykam się z takim odrzuceniem. Chciałam znaleźć jakąś etykietkę, która byłaby do przyjęcia dla tych innych i dla mnie. Jedna sprawa to nazywanie innych, którzy są na około nas. Druga, przeciwnie – to pytanie, jak ci inni nas postrzegają, nie jesteśmy od tego wolni. Dla lesbijek to może być taka strategia obronna. Na przykład osoby heteroseksualne często uważają, że lesbijka to kobieta, która “nie spotkała odpowiedniego mężczyzny”. Więc kiedy dziewczyna określająca się jako lesbijka ma doświadczenia z facetami, to robi innym lesbijkom zły PR, potwierdza ten stereotyp. Trzeba wtedy bronić jednej wersji definicji słowa lesbijka. Czyli lesbijka to jest kobieta, która jest zainteresowana wyłącznie kobietami, nigdy nie spała z facetem i nawet na faceta nie spojrzała. Istnieje jakiś abstrakcyjny twór – twierdza, którą ja nazywam wieżą z kości słoniowej. Trzeba spełnić bardzo ścisłe kryteria, żeby dostąpić zaszczytu zamieszkania w niej. Inaczej możemy dopuścić dywersantów, ludzi, którym się “coś wydaje”, ale nie należy tego traktować poważnie. Twoje życie i wybory są więc poddawane jakiemuś testowi – przez lesbijki, które – w swojej ocenie – te kryteria spełniają. Ja nie spełniałam – tak mi się wydawało. Oprócz jakichś tam relacji romantycznych, zawsze lepiej dogadywałam się z mężczyznami, miałam wspólny język, podobne poglądy. Dlatego właśnie w relacjach z facetami próbowałam siebie odnaleźć. Byłam poza tym takim dobrym kumplem i czułam się w tej roli bezpiecznie. Kiedy zaczęłam odkrywać, że coś nie gra, to musiałam wyjść z tego swojego bezpiecznego miejsca do kobiet, których się boję. Kiedy powiedziałam o sobie swojej mamie, to pierwszą jej reakcją było pełne niedowierzania: “Przecież ty nie lubisz kobiet!”. Dokładnie ten paradoks, z którego zdawałam sobie sprawę. Więc to był dla mnie bardzo trudny moment – opuszczenie strefy komfortu. MW: Możesz opowiedzieć, dlaczego nie lubiłaś kobiet? M: To się działo na poziomie podświadomości. Myślę, że długo nie akceptowałam siebie jako kobiety. Do momentu, w którym odkryłam, że lubię kobiety. MW: Czyli ta niechęć do kobiet i kobiecości była takim wyparciem swojej nieheteronormatywnej tożsamości? M: Ciężko mi to tak jednoznacznie stwierdzić, ale głównie nie akceptowałam swojej cielesności. Kiedy zorientowałam się, że podobają mi się inne kobiece ciała, to zaczęła znikać niechęć do mojej fizyczności, pojawiła się radość. Myślę, że podświadomie nie akceptowałam oczekiwania, że powinnam się podobać mężczyznom, chociaż tego chciałam, jak większość heterodziewczyn. Nie mogłam pogodzić się z wymogiem, żeby starać się dla mężczyzn, żeby dbać o siebie tak, żeby im się podobać. Miałam też kłopot z zaakceptowaniem faktu, że inne dziewczyny to robią. Ubierałam się raczej w stylu przezroczystym, nie-kobiecym. Poza tym miałam też doświadczenia negatywne z kobietami, jakieś zawiedzione przyjaźnie, które z perspektywy czasu okazały się nieszczęśliwymi zakochaniami. Byłam strasznie emocjonalnie roztrzęsiona. A później, kiedy zaczęłam szukać dla siebie miejsca i określenia, to również spotkałam się z odrzuceniem. Więc to bardzo podważyło moją pewność siebie i to, czego właściwie chcę. Uwierzyłam, że jest we mnie jakieś wyparcie, powróciła niewiara w to, że jestem w stanie zbudować coś z kobietą. Nie miałam jeszcze takiej prawdziwej związkowej relacji z kobietą – nie mam argumentu, kiedy prawdziwe lesbijki prowadzą analizę przypadku, bo może mi się tylko wydawało – sama zaczęłam bagatelizować tę kwestię. Był moment, gdy zaczęłam się sama sabotować – może jednak byłoby mi łatwiej z facetem, skoro kobiety są tak negatywnie nastawione. Dziś wiem, że gdybym miała teraz albo w przyszłości wchodzić w relację z kimś, to zdecydowanie w grę wchodziłyby tylko kobiety. Nie wyobrażam sobie teraz, że choćby platonicznie, zakochuję się w mężczyźnie, a działo się tak, gdy jeszcze nie byłam świadoma swoich autentycznych potrzeb. Miałam moment w życiu, kiedy byłam na rozdrożu i zaangażowałam się w relację z wyjątkowym facetem, ale teraz wiem, że już nie powtórzyłabym tego. MW: Przyznam szczerze, że po naszych wcześniejszych rozmowach byłam przekonana, że będziemy mówić o biseksualności. Jednak widzę, że rozmawiamy raczej o “wpychaniu” w biseksualność. Widzę tu dyskryminację podwójną. Po pierwsze odmawiano Ci prawa do określania siebie słowem lesbijka, skoro nie spełniasz pewnych wymagań, a z drugiej strony to jest dyskryminowanie dziewczyn/kobiet, które świadomie określają siebie jako biseksualne. Sama też konsekwentnie unikasz słowa lesbijka, chociaż mówisz, że jeśli relacja i zaangażowanie to tylko z kobietą. M: To jest chyba tak, że powoli dojrzewam do tego, żeby móc używać tego słowa w stosunku do siebie. Byłam pouczana, że nie mogę siebie określać tym słowem. Prawdziwa lesbijka przecież brzydzi się myślą o dotknięciu faceta. Mnie to nie kręci, ale się tego nie brzydzę, nawet przez jakiś czas byłam ciekawa. Faktycznie w kontakcie z dziewczynami, na tych lesbijskich forach – poczułam, że odebrano mi prawo do używania słowa lesbijka i że powinnam siebie określać inaczej. Na takim forum przeczytałam kiedyś komentarz, że skoro jestem w stanie zainteresować się facetem, ale nie chcę niczego więcej, to znaczy, że mam zaburzenia, że coś jest ze mną nie tak. Jakaś psychoza. W końcu w potocznym wyobrażeniu osoby homo też są zaburzone, więc skąd w nas taka łatwość do stawiania podobnej diagnozy? MW: To się działo w przestrzeni wirtualnej, a czy miałaś jakiś kontakt z lesbijkami w realnym świecie? M: Tak, co ciekawe, część tych lesbijek, które poznałam w realu, miało podobne doświadczenia, choć niekoniecznie na forum. Dziwiły się tylko, że tak na poważnie wzięłam do siebie to co przeczytałam. A gdzie miałam szukać odpowiedzi? Brakuje nam tej wspólnej – naprawdę wspólnej – przestrzeni. Przestrzeni w której każdy i każda może poczuć się bezpiecznie. MW: To niesamowite i trochę przerażające. Temat tożsamości psychoseksualnej jest delikatny. Znaczna część kobiet nieheteronormatywnych szuka odpowiedzi na swoje pytania w internecie. To, o czym mówimy, dzieje się na jednym portalu lesbijskim. Nowa osoba wchodzi na takie forum z ogromną ciekawością, jest w procesie poznawania siebie i nagle dostaje cios prosto w serce. Tak jak Ty opowiadasz – to ma realne przełożenie na życie. M: Tak, wydaje mi się, że ja i nie tylko ja, dotyczy to może i innych kobiet – jesteśmy bardzo podatne na sugestie, że coś robimy źle. Co ciekawe, nie miałam problemów w odniesieniu do mojej tożsamości w rodzinie, ani wśród znajomych. To jest bardzo otwarte i humanistyczne środowisko. Okazanie homofobii byłoby w bardzo złym tonie. W zasadzie, dyskryminacja ze względu na orientację, choć specyficzna, spotkała mnie w życiu tylko ze strony lesbijek. Czy to nie jest zadziwiające? Na poziomie deklaratywnym byłam znacznie dalej niż na poziomie emocjonalnym – mogłam o tej kwestii swobodnie rozmawiać, ale nie wchodziłam w wewnętrzny proces. Myślę, że to jest odwrotność tego, co przechodzi wiele osób. W pewnym momencie przestałam jednak nazywać siebie lesbijką. Bałam się. Używałam raczej skali Kinsey’a albo innych wybiegów. Bez problemu mogłam też powiedzieć, że zdecydowanie wolę kobiety. Jednak słowo lesbijka nigdy nie padało. Ostatnio ktoś zapytał: “Ale ty jesteś lesbijką?”. Mimo, że kontekst był oczywisty, zawahałam się. Po prostu nie wiedziałam, czy mogę powiedzieć “tak”. Nie dałam sobie takiego prawa, bo byłam z facetami i w dodatku nie odrzucam tych doświadczeń, choć części z perspektywy czasu żałuję. One są fragmentami mojej historii życia. Prościej jest mi powiedzieć, że jestem osobą homoseksualną. Mogę też zastosować manewr, że jestem biromantyczna, czyli mogę obdarzyć uczuciem osoby reprezentujące obie płcie, co jakoś usprawiedliwia moje wcześniejsze relacje z facetami. Nie chcę ciągle się szarpać, walczyć z czyimiś wyobrażeniami. MW: Uderzające jest dla mnie słowo walka. Czy to znaczy, że czujesz, że przegrałaś walkę o możliwość korzystania z określania lesbijka?! Przecież to my same decydujemy, jak chcemy siebie nazwać. Nazywam siebie lesbijką, mimo że miałam w życiu więcej relacji z facetami niż z kobietami. Co więcej, uważam siebie za stuprocentową lesbijkę. Samo lesbijstwo jest dla mnie czymś więcej niż to z kim sypiam. To wybór sposobu komunikowania się w związku – komunikacja odrzucająca patriarchalne wdruki, w której nie ma konkurowania i dominacji, gdzie ważne są emocje i słabości. Lesbijstwo to dla mnie celebracja kobiecości i mimo moich wcześniejszych doświadczeń – nikt nie może mi odebrać tego, że uważam się za lesbijkę i tak siebie opisuję. I w dodatku nie wiem, co będzie dalej. Nie jestem w stanie podpisać zaświadczenia, że za dziesięć lat nie będę mieć męża i dzieci. To jest tak indywidualne i osobiste, że jakoś bardzo smutne wydaje mi się, że ktoś jest tak radykalny i oceniający, że blokuje innym dostęp do nazwania swojej tożsamości. “Nienazwane nie istnieje” – dlatego tak bardzo szukamy w sobie określeń na to kim i gdzie jesteśmy. Odbieranie prawa do określania siebie, w jakiś konkretny sposób, to dla mnie przemoc. M: Jakoś sobie z tym poradziłam. Zidentyfikowałam źródło moich problemów z facetami. Wiem, że mnie nie interesują i wiem dlaczego. Wiem czego chcę i nie mam z tym więcej problemu. Ale długo było tak, że w odniesieniu do komunikatów, które dostawałam od tych prawdziwych lesbijek miałam w sobie lęk, że może w którymś momencie spodoba mi się jakiś facet. Wręcz taki obsesyjny lęk. To był rodzaj projekcji komunikatów od tych dziewczyn, że w każdej chwili może mi się zmienić. Teraz tego nie mam. Odcięłam to grubą kreską. Dzisiaj już wiem, że nie ma znaczenia, czy ktoś mi pozwala czy nie określać się w dany sposób. MW: Obserwuję taki trend, w którym coraz więcej kobiet nieheteronormatywnych unika słowa lesbijka. W moim odczuciu to jest niebezpieczne i jest przeszkodą w tworzeniu czegoś takiego jak społeczność lesbijska. Kiedy zamiast słowa lesbijka pojawia się tysiąc innych określeń, ciężko nam się zjednoczyć i stworzyć miejsce, w którym się spotkamy i poznamy. Bardzo spodobało mi się to, że na Europejskiej Lesbijskiej* Konferencji w Wiedniu stawiano na to nacisk, na potrzebę konsolidacji sił, a gwiazdka postawiona przy słowie lesbijka była odniesieniem do wszelkich odcieni kobiecej nieheteronormatywności. Ta gwiazda to nie nowość, pojawiała się już wcześniej na przykład w polskiej Strefie Les*, jednak na wiedeńskiej konferencji bardzo głęboko weszłyśmy w temat, uświadomiłyśmy sobie, co ta gwiazdka właściwie oznacza i dlaczego jest taka ważna, dlatego też gwiazdkę mamy w nazwie naszego nowego, lesbijskiego stowarzyszenia: Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*. Jeśli mamy się zjednoczyć, to musimy mieć coś co zapobiegnie rozproszeniu. Słowo lesbijka jest dla mnie właśnie czymś takim. Jest dla mnie bardzo ważne kulturotwórczo. Nie odmawiam nikomu możliwości wykuwania i stosowania innych określeń, jednak widzę tutaj taki silny patriarchalny schemat wymierzony w kobiety. Jeśli mówimy o wydarzeniu dla kobiet nieheteronormatywnych, to wymaga się od nas, żeby wymienić w opisie albo nazwie kobiety bi, queer, panseksualne, poliamoryczne, trans… lista robi się kosmicznie długa, jeśli zaczniemy się troszczyć o wszystkich. A taka mnogość sprawia, że rozmywają się ważne kwestie. Od nas, kobiet, wymaga się, żeby o wszystkich pamiętać. W końcu zajęte opiekowaniem się całym światem zapominamy o sobie. Lesbijka z gwiazdką jest dla mnie symbolem, który nie pozwala na rozmycie kwestii kobiet nieheteronormatywnych. Kiedy mówisz o lesbijkach z wieży z kości słoniowej mam poczucie, że one odmawiając dostępu do słowa lesbijka sabotują – prawdopodobnie nieświadomie – konsolidowanie i poszerzanie środowiska, w którym mogłybyśmy wspólnie zrobić wiele dobrego. M: Rzeczywiście może mieć to znaczenie. Pewnie jest więcej takich dziewczyn jak ja, które usłyszały, że nie są lesbijkami, bo żeby nimi być, najlepiej, żeby nawet nie przyjaźniły się z facetami. Dla mnie to jest absurdalne. Jeśli dziewczyna hetero w jakichś okolicznościach: na imprezie, po pijaku, dla zabawy pocałuje się z drugą dziewczyną, to jest to w porządku. Jeśli w takich samych okolicznościach lesbijka pocałuje się z facetem, to od razu wiadomo, że ona nie jest homo, tylko bi. Mam takie poczucie, że kobiecie homoseksualnej dużo łatwiej coś odebrać. Prawo do czegoś. To dla mnie kompletna dysproporcja. Jest takie ładne określenie jak “bi-curious”, którego raczej używa się dla osób hetero, które są ciekawe, jak byłoby z osobą tej samej płci, ale raczej nie powtórzyłyby takiego doświadczenia. Osoby hetero mają do tego prawo. A lesbijki to blokują. Prawdziwa lesbijka musi od początku wiedzieć, kim jest – od urodzenia. MW: No i znowu sytuacja, w której seksualność kobieca jest represjonowana i to przez inne kobiety. M: To jest bardzo silne przeniesienie schematów. Zaczęłam się przyjaźnić z lesbijkami stosunkowo późno. Kiedy przeprowadziłam się do Poznania, to nagle pojawiło się wokół mnie dużo lesbijek, co było dla mnie fantastycznym, wyzwalającym doświadczeniem. Wtedy też otworzyłam się na kobiety, bo zobaczyłam, że są takie kobiety, z którymi mogę się porozumieć i wszystko między nami dobrze działa. Zobaczyłam, że nie jestem sama w swoich doświadczeniach, że te dziewczyny też spotykały się z podobnymi próbami odebrania praw do słowa lesbijka. Wszelkie ich wcześniejsze kontakty z facetami były traktowane, również przez osoby bliskie, jako zaprzeczenie tego, że są lesbijkami. Dla niektórych dziewczyn to jest naturalny element szukania siebie, a dla innych jest to traumatyczne. Z jednej strony mówi się, że walczymy ze stereotypizowaniem osób bi, a z drugiej strony staje się to takim biczem na kobiety, które mają inne doświadczenia niż czysto lesbijskie, tak zwane Gold Star. Co też jest właśnie nie fair wobec osób bi. Nagle się okazuje, że to jest taka grupa, do której wrzuca się wszystkich. Ponadto, jak facet lubi innych facetów, to od razu wiadomo, że jest gejem. A jak dziewczyna – zwłaszcza postrzegana jako atrakcyjna – powie, że lubi kobiety to zapewne pierwsze pytanie, które usłyszy będzie brzmiało: “jesteś bi?”. Bo przecież “wszystkie kobiety są bi”, co za bzdura!. Jest też duży spór pod tytułem: płynność – niepłynność. Zasugerowanie, że orientacja jest płynna od razu stwarza zagrożenie, że inni będą nam imputować, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zostać hetero. MW: Faktycznie, nigdy nie pomyślałam o tym w ten sposób, że to radykalizowanie lesbijskie i nie tylko, może być sposobem obrony przed głosami mówiącymi o możliwości wyleczenia z homoseksualności. M: Dokładnie o tym mówię. Jeśli lesbijka może wejść w relację z facetem i na przykład zostać w niej do końca życia, to może oznaczać, że ktoś może wysunąć taki argument przeciwko innym lesbijkom – “Zobacz, ona mówiła tak samo, a teraz jest z facetem”. Ta ona staje się zagrożeniem dla naszej prawdziwej lesbijskiej tożsamości. Wydaje się, że już teraz nie jesteśmy traktowane poważnie, a jeśli dopuścić akceptację płynności, to kto w ogóle będzie nas traktował serio?! Rozumiem taki system obronny, jednak myślę, że strach przed taką argumentacją robi bardzo dużo złego i sprawia, że środowisko LGBT+ dopuszcza wewnętrzną dyskryminację jako formę zabezpieczenia tożsamości. Na szczęście, jak mówiłam, w pewnym momencie udało mi się spotkać dziewczyny, z którymi zbudowałam poczucie przynależności. Dobrze dogaduję się też z facetami hetero, ale to z lesbijkami najwięcej mnie łączy. Mamy podobne doświadczenia i kłopoty dnia codziennego. MW: Trochę czuję się zagubiona, więc dopytam. Czy Ty chciałabyś się nazwać lesbijką? M: Przechodzę teraz fazę przejściową. Oswajam się na nowo z tym słowem, w jakiś sposób je odzyskuję dla siebie. Pozbywam się tych negatywnych doświadczeń zakazu korzystania z niego. To nie jest walka na śmierć i życie o to słowo. Tak jak rozmawiałyśmy – rzeczy mogą się zmieniać. Nie jest to coś, co spędza mi sen z powiek albo coś, co jest najważniejsze, ale jest ważne. Jeśli jesteś w danym momencie szczęśliwa i dobrze się ze sobą czujesz, to w zasadzie co więcej potrzeba? Grunt, żeby znaleźć określenie, z jakim czujesz się swobodnie. Rozumiem też sens walki o słowo lesbijka w kontekście tworzenia wspólnoty albo kultury. MW: A z jakim słowem czujesz się dzisiaj komfortowo? M: Lubię słowo lesba, bo ono jest łatwiejsze do przełknięcia. Oczywiście brzmi inaczej, kiedy sama lesbijka go używa, tak jak geje używają słowa pedał w sposób, który nie ma na celu obrażenia kogokolwiek. Niemniej, to rodzaj wycofania się. Kiedy zetknęłam się ze Stowarzyszeniem Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*, to bardzo spodobała mi się ta gwiazdka. To był dla mnie taki moment oddechu: “O Boże, to w ogóle da się jakąś gwiazdkę postawić, jakieś zastrzeżenie małym druczkiem?”. Jakoś wcześniej chyba powracało to założenie, z którym się nigdy nie zgadzałam, że definicja jest obiektywna, oparta na jakichś solidnych, z góry narzuconych podstawach. Tak jakbyśmy to my nie miały prawa głosu. A to przecież pojęcie ze sfery relacji międzyludzkich, nie tylko seksualnych, a więc poniekąd socjologiczne. A w socjologii, o ile mi wiadomo, pojęcia prawie nigdy nie są jednoznaczne. Są funkcjonalne. Określanie się jako bi pełni funkcję sygnału, że jestem potencjalnie zainteresowana kobietami i mężczyznami. A ja w ogóle nie jestem zainteresowana mężczyznami, więc po co mam taki sygnał wysyłać? Myślę, że w zasadzie mogę teraz szczerze powiedzieć o sobie, że jestem biromantyczną, ale lesbijką. MW: Dziękuję Ci za tę rozmowę i podzielenie się doświadczeniem. Cieszę się, że taki głos wybrzmiał i nie ukrywam, że chętnie przeprowadziłabym rozmowę z prawdziwą lesbijką, żeby poznać perspektywę takiej osoby. M: Również dziękuję i mam nadzieję, że ta rozmowa trafi do dziewczyn, które zmagają się z tym, czego ja doświadczyłam, a także właśnie do tych prawdziwych lesbijek. Chciałabym, żebyśmy wszystkie były na siebie bardziej uważne i żebyśmy się wzajemnie wspierały i dawały sobie możliwość bycia sobą bez oceniania. Wszystkie mamy prawo do słowa lesbijka i każda z nas zdecyduje sama, czy go używać czy nie. Korekta: Maja Korzeniewska ——————————————— Magda Próchnik ( – wilk w owczej skórze/ ścisłowiec w przebraniu humanisty/ studentka/ filozofka/ filolożka klasyczna / miłośniczka kultury greckiej/ hobbystka nauk ścisłych. Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!/ współzałżycielka Stowarzyszeniem Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*. ——————————— LESBIJSKA INSPIRA To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka . ————————————-————
Geje i lesbijki nie budzą już takiej sensacji. Ale jeszcze kilkanaście lat temu coming out był dużo trudniejszy, często mógł oznaczać agresję ze strony najbliższych czy utratę pracy. Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w lipcu 2005 r. Coming out oznacza ujawnienie się, głośne przyznanie: jestem gejem, jestem lesbijką – przyjaciołom, rodzicom, całemu światu. Osoby homoseksualne, które mają to za sobą, mówią, że wyszły z szafy; trochę tak jak Żydzi po wojnie. To było jak uderzenie pięścią w brzuch. Brak tchu, pulsowanie krwi w skroniach – wspomina pani Jadwiga, matka 27-letniego Pawła. Dowiedziała się 5 lat temu. Zaczęła przy śniadaniu dopytywać, dlaczego wciąż nie ma dziewczyny. – Bo mam chłopaka. Już od dawna chciałem ci powiedzieć, że jestem gejem – usłyszała. Właściwie to się domyślała, ale co innego domyślać się, a co innego wiedzieć. Wypycha się tę myśl ze świadomości: to się może zdarza innym, ale nie mnie. – Przed oczami stanęły mi najgorsze rzeczy: AIDS, brudny seks w publicznych toaletach, zmanierowani, obrzydliwi faceci – i w tym wszystkim moje dziecko. Dziś patrzę na to inaczej, ale potrzebowałam dwóch lat, żeby się oswoić. Sam ze swoim złem Zanim komuś się powie, najpierw trzeba wyjść z szafy przed samym sobą i to – wbrew pozorom – wcale nie jest najłatwiejsza część tego procesu. Szczepan poczuł, że coś z nim nie tak, kiedy miał 14 lat. Zakochał się w koledze z klasy. Właściwie już wtedy wiedział, ale jeszcze przez trzy lata starał się nie dopuszczać do siebie tej myśli. Na słowo „gej” drętwiał i czuł ciarki na plecach, sam też nie potrafił go wypowiedzieć. – Najbardziej traumatycznie wspominam czasy liceum. Na lekcjach i w sytuacjach towarzyskich odbierałem komunikaty, że jestem chory i zboczony – opowiada. – Przestałem chodzić na religię, bo to ostatecznie podkopywało moje poczucie godności, a za to, że nie chodziłem, też byłem piętnowany. W społeczeństwach tolerancyjnych człowiek w okresie dojrzewania uświadamia sobie swoją inność i ją akceptuje. W społeczeństwach restrykcyjnych, w których funkcjonują negatywne stereotypy, osoby homoseksualne dorastają, chłonąc piętnujące opinie na swój temat. Inaczej niż członkowie mniejszości religijnych czy etnicznych, rzadko mają wsparcie domu i własnego środowiska. Inność i obcość homoseksualistów jest podwójna. Uczą się tłumić własną tożsamość, zaprzeczać pragnieniom, bo czują coś, czego nie powinni czuć: jestem chory, jestem zboczony, to czego pragnę to grzech, to co czuję, jest złe i jestem z tym sam. „Porażający jest negatywny ładunek tych stwierdzeń – pisze Agata Engel-Bernatowicz, terapeutka od 6 lat pracująca z homoseksualistami i współautorka wydanej ostatnio książki „Coming out. Ujawnienie orientacji psychoseksualnej – zaproszenie do dialogu”. – Wyobraźmy sobie ciężar, jaki musi w samotności i tajemnicy dźwigać młoda osoba homoseksualna. Takie myśli są podwójnie krzywdzące. Z jednej strony zawarta jest w nich niesprawiedliwie negatywna ocena samego zachowania czy uczucia do kogoś tej samej płci. Z drugiej strony, myśli te rozszerzone są na całościowe postrzeganie samego siebie – homoseksualista nie myśli: moje uczucia są niewłaściwe, tylko: ja jestem zły. Rodzi się przeświadczenie, że człowiek, który »coś takiego« czuje, robi, jest kimś z gruntu złym, chorym, grzesznym. Jest to całkowite odrzucenie samego siebie. Brak szacunku do własnej osoby. Seksualność urasta do rangi jedynego wyznacznika osobowości – jeśli jestem lesbijką, gejem, to znaczy, że jestem niedobrym, chorym, niepełnowartościowym człowiekiem”. Najpierw przyjaciel Zwykle najpierw mówi się znajomym, rówieśnikom, bo dystans jest mniejszy, a poza tym, jeśli odrzucą, to trudno. Ale i to nie są łatwe rozmowy. 22-letni Szymon, jeden z bohaterów książki „Coming out”, wspomina swoje pierwsze wyznanie wobec najlepszej przyjaciółki: „Wyłaziłem z siebie jak ta głupia papuga z budki. Powoli, najpierw głowa, ręka i w tył zwrot. I znowu głowa, ręka, kolano – zwrot. Decyzja – idę! I odważnie, ręce, głowa, tułów i – zwrot. Byłem zmęczony, pogubiony, sam nie wiedziałem, co mówię, o kim, po co. Kiedy wreszcie udało mi się stracić równowagę i wypaść ze słowami – wolę facetów – okazało się, że nadal nic nie jest jasne. Wszystkie słowa, których użyłem, namieszały w głowie Kingi tak bardzo, że nie wiedziała, czy ja jestem gejem, czy transseksualistą, transwestytą, a może nawet lesbijką”. W coming oucie najtrudniejszy do przezwyciężenia jest lęk przed odrzuceniem, poczucie, że stanie się coś strasznego i nieodwracalnego. Często okazuje się, że obawy były przesadzone, sekret wcale nie tak przerażający, a reakcją otoczenia jest życzliwa akceptacja i słowa: domyślaliśmy się tego. – Miałem dobry coming out, choć trwał długo. Od momentu, gdy przezwyciężyłem strach, że jestem obrzydliwym pedałem i zaakceptowałem siebie, do pełnego ujawnienia minęło 10 lat – wspomina Krzysztof Kliszczyński. – Trudnym momentem było dla mnie odejście z Kościoła, bo byłem wierzącym i praktykującym katolikiem, ale skoro Kościół mnie nie akceptuje, to nie. Pogodziłem się ze sobą, zacząłem kupować gejowskie pisma, ale ciągle nie umiałem o tym nikomu powiedzieć. Czułem jednak, że moje przyjaźnie zaczynają być nieszczere. Wysłuchiwałem zwierzeń o związkach, miłościach, sam milczałem, a pytany mówiłem: kiedyś ci opowiem. Chciałem żyć uczciwie, a nie ma przyjaźni bez prawdy. Postanowiłem porozmawiać z moim najlepszym przyjacielem. Powiedziałem mu wszystko, oprócz tego, że jestem w nim zakochany. Przyjaźń przetrwała do dziś. Byłem świadkiem na jego ślubie, chrzestnym jego dziecka. Potem zaryzykowałem kolejne rozmowy, co miałem do stracenia. Nikt z przyjaciół mnie nie odrzucił. Struna z domowego fortepianu „Niektórzy z nas są homoseksualni, inni zaś heteroseksualni; nikt tak naprawdę nie wie dlaczego. Chociaż wielu ludzi pragnęłoby wyzbyć się homoseksualizmu w sobie czy innych ludziach, to faktem jest, że lesbijki i geje są, jak byli i będą” – pisał Rob Eichberg w książce „Ujawnij się”. Ta prosta prawda jest kluczem do akceptacji homoseksualizmu. Barierą jest brak wiedzy. Pod tym względem w ostatniej dekadzie dokonała się w Polsce rewolucja. Są książki, publikacje, o homoseksualizmie mówią media, funkcjonują stowarzyszenia i telefony zaufania. Młodzi ludzie, nawet wychowywani na negatywnych stereotypach, zdają sobie sprawę, że ludzie odmiennej orientacji seksualnej istnieją. – W PRL homoseksualizmu oficjalnie nie było, tak jak nie było narkomanii czy przemocy w rodzinie. Ówczesne statystyki mówiły, że homoseksualiści stanowią 0,2 – 0,5 proc. społeczeństwa, podczas gdy faktycznie jest to 5 –15 proc. – mówi Agata Engel-Berantowicz. – To jest dramat 40-, 50-latków, których dzieci ujawniają homoseksualną orientację: skoro czegoś nie ma albo funkcjonuje tylko jako marginalna patologia, to jak może dotyczyć mojego dziecka? Szymon Niemiec, prezes zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na rzecz Kultury w Polsce, wspomina, jak przed laty jego pierwszy partner pochodzący z małego miasteczka zwierzył się swojemu ojcu, że jest gejem. Ojciec pobiegł po radę do proboszcza. Niech mu pan to wybije z głowy – usłyszał i po powrocie do domu skatował syna struną od fortepianu. Dziś fizyczna agresja nadal się zdarza, ale – jak wynika z doświadczeń terapeutów i osób pracujących w telefonie zaufania – o wiele rzadziej. Reakcją bywa płacz, emocjonalny szantaż, słowa: złamałeś mi życie, jak mogłeś mi to zrobić. Coming out przed rodzicami jest chyba najtrudniejszym etapem, bo w tym przypadku lęk przed odrzuceniem jest paraliżujący. Niepewność, czy miłość rodziców jest bezwarunkowa: czy się jej nie utraci, gdy poznają prawdę, to ogromny ciężar. Basia i Dominika są razem od roku. Dominika ma 21 lat i swój coming out od dawna za sobą. Rodzice się domyślali i sami sprowokowali rozmowę. Mama miała nawet żal, że to nie wyszło od niej, jakby nie miała zaufania. Basia, mimo że pięć lat starsza, czuła, że jeszcze nie jest gotowa. Jednak ojciec przeczytał w jej komputerze korespondencję z Dominiką, a tam było wszystko czarno na białym. – Rozpętało się piekło: krzyki, agresja, groźby, że mnie zniszczą, płacz, że nie zniosą tego wstydu – opowiada. Gdy Dominika próbowała coś racjonalnie tłumaczyć, usłyszała tylko: odczep się, szmato, od mojej córki. Gdy do rodziców Basi zadzwoniła jej mama, mówiąc, że rozumie, jakie to trudne, że sama przez to przeszła, więc może chcieliby porozmawiać, odpowiedzią były krzyki. – Najgorsze jest to, że mama jest bardzo ciężko chora, a kiedy dowiedziała się, że jestem lesbijką, odstawiła leki – mówi Basia. – Rodzice całkiem się przede mną zatrzasnęli. Nie chcą nic czytać, z nikim rozmawiać, nie chcą żadnych informacji. Stoję pod ścianą i rozpaczliwie szukam w niej jakiejś szczeliny, choć cienia nadziei. Próbowałam mówić mamie, że przecież jestem jej dzieckiem, kocham ją tak samo jak zawsze, że ona przecież też mnie kocha. Usłyszałam: nie. Jakby nie wiedzieć Rodzice mają prawo do lęku, smutku, niepokoju. Sytuacja osób homoseksualnych w Polsce nie jest łatwa i obawy, że ich dziecko zostanie skrzywdzone, nie są bezpodstawne. Często ta pierwsza akceptacja jest pozorna: przyjmuję to, bo muszę, bo nie mam innego wyjścia. Chcą dziecko wyleczyć, biegną do terapeuty i słyszą, że homoseksualizm skreślono z listy chorób grubo ponad ćwierć wieku temu. Potem dowiadują się, że człowiek po prostu się z tym rodzi, że to nie kwestia uwiedzenia czy fanaberii. Droga od akceptacji deklarowanej do rzeczywistej trwa czasem kilka lat. – Najpierw próbowałam żyć tak, jakbym nic nie wiedziała – wspomina pani Jadwiga, matka Pawła. – Ale tak się nie da. Bezsenne noce, płacz, wstyd i drążące mózg myśli: co zrobiłam źle, jakie błędy popełniłam, czy to przez rozwód? Paweł bardzo mi pomógł, przynosił książki, artykuły, dał telefon do seksuologa. Poszłam do niego na rozmowę i usłyszałam, że to nie moja wina i Pawła też nie. Po prostu taki się urodził, jak inni rodzą się na przykład leworęczni. To było bardzo ważne. Nauczyła się akceptować homoseksualizm syna. Trzy lata temu po raz pierwszy zaprosiła jego chłopaka na obiad. Było trochę dziwnie, jakoś niezręcznie, ale teraz wpadają przynajmniej raz w miesiącu. – Trudno, jest jak jest. Przecież nie przestanę kochać dziecka – deklaruje. – Jednak ukrywam to przed rodziną i znajomymi. Chyba by nie zrozumieli. Bywa, że domowy coming out jest jak przecięcie nabrzmiałego wrzodu. Szczepan miał 20 lat, kiedy to się stało. Od trzech czy czterech właściwie nie rozmawiał już z rodzicami. Wymieniali tylko uprzejmości i uwagi formalne. Mama płakała, bo czuła, że go traci, że nie potrafią się dogadać. On strasznie bał się rozmowy. – To się stało w nocy – wspomina. – Pokłóciliśmy się z mamą i siedzieliśmy w oddzielnych pokojach. W mieszkaniu było ciemno. Zaczęliśmy tak rozmawiać. W końcu powiedziałem: jestem gejem. Tak było łatwiej, bo nie widziałem jej oczu, mimiki, reakcji. Odpowiedź przyszła natychmiast: dobrze, że to wreszcie powiedziałeś, że potrafiłeś mi zaufać. Przegadaliśmy całą noc. Naprawdę wszystko się zmieniło. Mam w domu oparcie. Mama w tym roku poszła nawet ze mną na paradę. Terapeuci podkreślają, że do coming outu nie należy namawiać. To musi być indywidualna decyzja, do której człowiek jest przygotowany. Ale ci, którzy mają to za sobą, mówią, że nawet gdy nie spotykają się z akceptacją, czują ulgę. Życie z tabu, z brzemieniem tajemnicy to ciężar odczuwany niemal fizycznie. Zrzucenie go wyzwala w człowieku pokłady energii. Baszka miała 52 lata, trzy córki, a za sobą próby samobójcze, leczenie i rozbite małżeństwo, gdy wykrztusiła przez zaciśnięte gardło: jestem lesbijką. To był moment, gdy ustąpiły męczące ją od lat migreny i bóle żołądka. Przeniosła się do Warszawy, znalazła pracę, żyje w udanym związku. Jednak tylko jedna z córek utrzymuje z nią kontakt. Pozostałe dwie nie odpowiadają nawet na listy. To była cena. Coming out rodziców to dla dzieci szok. Nie da się go uniknąć. Dziecko musi zmierzyć się ze świadomością, że matka lub ojciec prowadzili podwójne życie, kłamali. To burzy ich poczucie bezpieczeństwa. Reagują buntem, agresją, żądaniem, żeby rodzic natychmiast znowu stał się normalny. – To są przypadki najtrudniejsze – mówi Agata Engel-Bernatowicz. – Dzieci czują się zranione na poziomie emocjonalnym. Rodzic, który decyduje się na coming out, musi być przygotowany na to, że zostanie na wiele lat odrzucony. Poza enklawą Stosunek do homoseksualizmu w Polsce zmienia się. Od 1993 r. liczba osób potępiających homoseksualizm spadła z 72 do 41 proc. Geje i lesbijki wrośli w pejzaż wielkich aglomeracji. Wypada bywać w ich klubach, które zazwyczaj należą do najmodniejszych w mieście; wypada deklarować, że ma się przyjaciela geja, bo to jak certyfikat tolerancyjności. To jedna strona. Z drugiej jest Młodzież Wszechpolska z kamieniami i wyrok poznańskiego sądu, według którego zrównanie homoseksualizmu z pedofilią, nekrofilią czy zoofilią nie jest obraźliwe, bo taka jest powszechna opinia. – Kiedy rozmawiam z ludźmi dzwoniącymi do telefonu zaufania: Ty tego nie możesz zrozumieć, ty jesteś z Warszawy – opowiada Krzysztof Kliszczyński. – Mam świadomość, że żyję w enklawie. Anię Zawadzką pełen coming out kosztował utratę pracy. Pracowała jako pedagog szkolny (w dwóch gimnazjach na etacie i w dwóch podstawówkach jako wolontariuszka), kiedy telewizja wyemitowała program, w którym wystąpiła razem ze swoją wieloletnią partnerką Ygą. Krzysztof Kliszczyński jest wykładowcą akademickim. Ostateczny coming out robi właśnie teraz. Po raz pierwszy w rozmowie z mediami zgadza się na zdjęcie i podanie nazwiska. – Moi znajomi wiedzą, rodzina też, a studenci? Ci, którzy chcą wiedzieć, to wiedzą. Wystarczy wklepać moje nazwisko do wyszukiwarki, wyskoczą między innymi strony Lambdy. Zresztą spotykam czasem moich studentów w gejowskich knajpach, na paradach czy w Lambdzie – deklaruje. Szczepan, student informatyki, woli jeszcze z tym zaczekać. Jak część bohaterów tego artykułu poprosił o zmianę imienia. – Tu nie Londyn – tłumaczy. – Tu się trzeba kontrolować, żeby nie dostać w ryj. Czytaj także: Jak się zachować, gdy znajomy wybiera nas na świadka swojego coming outu?
Zawsze wydawało mi się, że jestem całkiem zwyczajną nastolatką. Od momentu, kiedy w wieku 12 lat zaczęli interesować mnie chłopcy, nie zdarzyło się nic, co mogłoby wzbudzić we mnie wątpliwości dotyczącej mojej orientacji seksualnej. Mając 14 lat, weszłam w długą i poważną relację z chłopakiem, o której myślałam, że będzie trwała wiecznie, że kiedyś weźmiemy ślub i wspólnie założymy rodzinę. Życie potoczyło się inaczej. Całe szczęście. Miałam 18 lat, kiedy poznałam pierwszą dziewczynę, w której się zakochałam. Oczywiście wtedy nie miałam pojęcia, co to znaczy i skąd we mnie takie emocje do osoby tej samej płci. Spotkałam Z. w liceum, chodziłyśmy do tej samej szkoły. Zakochałam się nastoletnią beztroską miłością. Przez trzy miesiące byłyśmy tylko my. Pamiętam, że ten czas był tak intensywny, że ze zmęczenia potrafiłam zasnąć w każdej możliwej chwili, np. jadąc trzy przystanki tramwajem – wystarczyło, że na moment usiadłam i odpływałam. W szkole bywałyśmy bardzo rzadko, co skończyło się tym, że w kolejnym roku obie powtarzałyśmy klasy – ja drugą, Z. pierwszą. W trakcie tej znajomości, nigdy nie próbowałyśmy jej nazwać. Nie rozmawiałyśmy o tym, kim dla siebie jesteśmy i co będzie dalej. To była taka relacja, która z racji swojej intensywności musiała się zakończyć. Cały świat mógłby przestać istnieć, a my nawet byśmy tego nie zauważyły. A przecież nie da się żyć wyłącznie miłością, zwłaszcza tak niedojrzałą jak ta. Obie karmiłyśmy się uniesieniami wszelkiego rodzaju — burzliwe emocje, namiętność, brak ograniczeń, całkowita wolność połączona z brakiem odpowiedzialności za to, co się między nami dzieje. A potem koniec. Dopiero po kilku tygodniach, kiedy mój organizm doszedł do siebie po tych szalonych, wyjętych z życia trzech miesiącach, zaczęłam zastanawiać się co dalej. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się nawet pomyśleć o tym, że mogłyby mnie w ten sposób interesować inne dziewczyny. Czy jestem lesbijką? Czy mam powinnam spotykać się z tylko dziewczynami? Czy nadal wolę chłopaków? Nawet teraz, 10 lat później, kiedy jestem w bardzo poważnym i dojrzałym związku z moją ukochaną – najmądrzejszą i najpiękniejszą osobą na świecie – nie lubię określać siebie jako lesbijki. To prawda, od czasu Z. nie byłam w związku z żadnym chłopakiem, ale tak samo jak nie lubię myśleć o sobie – „jestem kobietą”, tak samo nie myślę „jestem lesbijką”. Jestem Eliza i nie zamierzam kategoryzować samej siebie, sprawiając, że jako kobieta i jako lesbijka powinnam spełniać określone warunki przypisane tym konkretnym kategoriom. Oczywiście nie zmienia to faktu, że w relacjach intymnych wolę dziewczyny. W naszej kulturze, mimo wszystko wciąż słowa „kobieta” i „mężczyzna” nie odnoszą się tylko do płci. Za tymi słowami kryje się zbyt dużo (przynajmniej dla mnie), żebym bez zgrzytów mogła nazwać siebie kobietą. Kobiecość, niestety, kojarzy mi się z uległością, delikatnością, z milczeniem. W dzieciństwie często słyszałam od mojego taty, że jestem dziewczynką, więc muszę się opiekować moim młodszym o półtora roku bratem, muszę ładnie siedzieć przy stole, muszę pomagać mamie sprzątać po jedzeniu i oczywiście muszę się jak najwięcej i jak najlepiej uczyć. W końcu co innego może robić dziewczynka? Buntowałam się przeciwko temu przez całe swoje dzieciństwo. Wciąż nie potrafię wyzbyć się przekonania, że chłopcy i mężczyźni mogą więcej, a przede wszystkim, że nikt ich nie lekceważy. Stąd może moja niechęć do nazywania się kobietą, a także lesbijką. Dla mnie zawsze najważniejsze było to, żeby być sobą. A wydaje mi się, że trudno być sobą, kiedy tak wiele słów określa nie tylko wygląd człowieka, ale i bardzo często jego charakter. Przecież będąc kobietą wcale nie muszę być posłuszna, wcale nie muszę być piękna czy delikatna. To samo jest ze słowem „lesbijka”, które wielu ludziom kojarzy się z chłopaciarą, butchem czy kobietą, której nie chce żaden facet. Uważam, że określanie ludzi jednym, czy dwoma słowami jest bardzo krzywdzące i spłaszczające, dlatego nie zgadzam się z etykietkami i nie lubię używać ich przede wszystkim w stosunku do siebie. * * * Kiedy ponad 4 lata temu poznałam moją obecną dziewczynę, ja, 24-latka, nie mogłam oderwać oczu od tej przepięknej 16-latki. Zmuszałam się, jak mogłam, żeby się nie gapić. Mówiłam do siebie, że nie ma takiej opcji, że co ja sobie w ogóle wyobrażam, przecież ona zbyt dużo młodsza. No i poza tym 16-latka z łatwością może zrobić krzywdę mojemu miękkiemu sercu, bo przecież nastolatki są nieprzewidywalne. W każdej chwili mogłaby zmienić zdanie i nie mogłabym jej za to winić, bo jest jeszcze młoda i ma czas na tak wielkie decyzje i zobowiązania. Chyba wszyscy moi przyjaciele bez wyjątku odradzali mi wchodzenie w romantyczną relację z nastolatką, mówili mi, że nie warto. Jednak, jak się mogłam spodziewać, na przekór wszelkim konwenansom, pozwoliłam sobie zakochać się w niej. I od tamtej pory nie żałowałam tej decyzji ani przez chwilę, okazuje się, że „tak nierozsądny krok” był najlepszym, jaki mogłam wtedy zrobić. Każdemu życzę takiej miłości, jaką ja mam i przeżywam na co dzień. Takiej dziewczyny (lub chłopaka), która cały czas okazuje się najmądrzejszą i najdojrzalszą osobą, z jaką w całym swoim życiu miałam do czynienia. Wciąż jednak pojawiają się takie sytuacje, w których nie czuję się komfortowo, np. kiedy idziemy razem ulicą i trzymamy się za ręce. Nie lubię okazywania sobie uczuć w miejscach publicznych, mimo że nie uważam, żeby było w tym coś złego. Nie przeszkadza mi, kiedy inni ludzie to robią. Nierzadko chciałabym zapomnieć o tym, co dzieje się wokół nas, nie zwracać uwagi na ludzi, którzy krzywo na nas patrzą, robić to, na co mam ochotę i przestać się czuć tak, jakbym robiła komuś krzywdę tym, że kocham. Nie chcę wyjeżdżać. Kocham moje miasto, Warszawę. To miejsce, które mnie ukształtowało, miejsce, w którym stałam się taką osobą, jaką jestem dziś. A jednak od czasu do czasu zdarza mi się pomyśleć, że może nie powinnam tu mieszkać. Skoro marzę o założeniu rodziny z moją ukochaną, to może lepiej byłoby się wynieść dokądś, gdzie ludzie są bardziej tolerancyjni, otwarci i empatyczni. Bo u nas, to nigdy nie wiadomo, czy ktoś nagle się do nas nie przyczepi za to, że się obejmujemy. Chociaż w naszym przypadku nie jest jeszcze tak najgorzej. Nie dość, że jesteśmy kobietami, to jeszcze wyglądamy jak dzieci, więc w „najlepszym” wypadku ludzie po prostu nas lekceważą. Łatwo im machnąć ręką na coś, co im się po prostu nie podoba. I mimo to, że nie jest to tak bezpośrednia przemoc jak ta słowna lub fizyczna, to i tak pozostawia po sobie ślad. Lekceważące, poniżające spojrzenia ludzi na nas, na relację, którą wspólnie tworzymy, a która jest dla mnie najważniejsza na całym świecie, to coś, czym przejmuję się nawet ja, osoba, która całe dotychczasowe życie twierdziła, że nie obchodzi ją, co myślą inni ludzie. Chyba nie da się przejść obok tego obojętnie, kiedy nagle okazuje się, że statystycznie jakaś połowa ludzi, których spotykam na co dzień, to osoby, które potencjalnie mnie nie akceptują, a niekiedy wręcz pałają do mnie nienawiścią, mimo że nawet nie wiedzą kim jestem. Może stąd wynika moją niechęć do etykietek, bo kiedy już jakąś sobie przyczepisz, łatwiej cię będzie nienawidzić bez powodu. Moja dziewczyna codziennie sprawia, że czuję się coraz bardziej spełniona i szczęśliwa. Nie przeżyłam w życiu piękniejszej, mądrzejszej i trudniejszej relacji od tej, o którą od kilku lat wspólnie dbamy. Myślę, że jedną z ważniejszych rzeczy w kontaktach międzyludzkich jest otwartość na drugiego człowieka i akceptacja jego inności. Ja i K. także różnimy się od siebie, ale ważne jest to, żebyśmy wzajemne różnice szanowały, akceptowały, a nawet nauczyły się je lubić. Nienawiść nie wymaga żadnego wysiłku, o wiele trudniej jest kochać, i właśnie między innymi dlatego to miłość przynosi nam satysfakcję i szczęście, jakich nie da się opisać. autorka tekstu: Eliza Tran (28) – absolwentka polonistyki i pedagogiki na Uniwersytecie Warszawskim. Razem ze swoją dziewczyną wychowują dwa koty – Zenona i Daimosa, oraz psa – Mikiego. Zaangażowana domowniczka, miłośniczka książek, seriali i filmów, szaleńcza wielbicielka czipsów (tylko nie cebulowych!). Na co dzień nauczyciel wychowawca przedszkolnych czterolatków, wychowuje i uczy dzieci innych ludzi w oczekiwaniu na swoje własne. W przyszłości najbardziej chce zostać mamą. autorka ilustracji: Natalia Podpora (21) – większość życia spędziła w Wielkiej Brytanii, teraz studiuje tam Ilustrację. Głównymi inspiracjami są dla niej sztuka japońska, natura oraz filozofia i psychologia. Na studiach, a także w wolnym czasie uczy się animacji, projektuje plakaty, okładki książek i ilustracje prasowe. Często też robi wycinanki. Instagram: @npd_Illustration ,Tumblr, Vimeo (animacje)
zapytał(a) o 19:03 Jak mam powiedzieć mamie, że jestem Lesbijką? Cześć, jak po tytule wiecie, że jestem 11 lat i wiem to od roku. Ogólnie na początku myślałam, że jestem bi ale jednak jestem les. Dopytuje się czasem mamy to raczej to akceptuje, ale przeprowadzamy się, i moja mama ma ciągle nerwa. Nie wiem jak jej powiedzieć, czy ktoś da poradę? Niemiłe komentarze usuwam To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź blocked odpowiedział(a) o 19:07: Bym poczekala z 2 latka ale jak znajdziesz gerlll to powiedz mameee mam gerll szczerze nie widzę sesnsu w mówieniu tego mamie jak se znajdziesz gerl to poprostu powiesz Odpowiedzi Lyds odpowiedział(a) o 19:04 moze poczekaj trochema ostatnio pewnie urwanie glowy a roznie moze zareagowac wiec ja bym na twoim miejscu poczekala troche wątpię żeby ci uwierzyła. Ale jak musisz to zadbaj o bardziej sprzyjające warunki, czyli po przeprowadzce Darkness odpowiedział(a) o 19:14 Na razie nie mów. Powiedz jej najlepiej wtedy, kiedy znajdziesz sobie dziewczynę albo się w jakiejś zakochasz, wcześniej nie ma raczej takiej potrzeby. Chyba, że sama zapyta. Ja powiedziałam mamie na lajcie przez telefon, ale szczerze polecam ci odczekać. Pomyśl jakbyś się czuła w związku z płcią przeciwną, a jak z tą samą. Jeśli będziesz na sto procent pewna nie polecam robić z tego poważnej konwersacji przy obiedzie. Lepiej na spokojnie podejść i powiedzieć że nie podobają ci się chłopcy jak najbardziej spokojnie i wyluzowanie. Jeżeli będziesz brać to za poważną rzecz to ona tak to odbierze i może się zrobić niezręcznie. Zachowój się jakby to była codzienna sytuacja jak "mamo dostałam 4 z biologii xD". Ale możesz też w rezerwie powiedzieć że jesteś bi bo jeśli zmienią ci się preferencje łatwiej będzie z tego wybrnąć ;)Szczęścia ;3 blocked odpowiedział(a) o 19:27 Ze względu na twój młody wiek mogłaby nie uwierzyć, dlatego to też zależy, czy jesteś psychicznie gotowa na reakcję typu: "Nie jesteś, to za wcześnie żeby o tym wiedzieć". Na 99% matka będzie wypierała prawdę. Jeśli boisz się tego usłyszeć, to na razie odpuść. A jak po tobie to spłynie (w co wątpię) i chcesz tylko jej powiedzieć, bo ulzy ci sama świadomość że matka wie, to prosto z mostu powiedz. Cyniade odpowiedział(a) o 19:51 Najlepiej wprost jeżeli jesteś przekonana że chcesz jej to powiedzieć, ale licz się z tym że nie wieźmie cię na poważnie, albo ci powie że może ci sie jeszcze zmieni Moim zdaniem nie możesz być jeszcze na 100% pewna czy jesteś les czy w okresie dorastania i upodobania do płci przeciwnej są w tym wieku normalneMoże poczekaj z tym jeszcze pare lat jeżeli to możliwe blocked odpowiedział(a) o 19:06 Poczekaj, aż mama przestanie się denerwować i powiedz jej poprostu, że zakochałaś się w dziewczynie. odpowiedział(a) o 14:11 CZESCCCCCC! mam 13 lat I jestem biseksualna I moja mama jest taka sama jak twoja. jestem katoliczka I moja rodzina w ogole mnie nie akceptuje……. najpierw bym poradzila zobaczyc czy twoi rodzice akceptuja takie rzeczy, bo inaczej……. lepiej im powiedziec kiedy jestes troche starsza (np kiedy masz juz 20 cos lat)moji rodzice mnie nie akceptuja. dowiedzieli sie kiedy przeczytali moj pamietnik, I ciagle mowia ze pojde do piekla….moze powiedz jej wtedy kiedy macie czas dla siebie albo kiedy jest w dobrym humorze?Pozdrawiam x blocked odpowiedział(a) o 00:51 przelizac sie z nia Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
jak powiedzieć mamie że jestem lesbijką